Polska jest ważniejsza niż pan Sonntag

Pan Sonntag radzi mi, żebym poszedł do „drugiego pokoju”, a tam kulka w łeb. Podobno byłoby to honorowe, gdybym się zastrzelił, albo dobre - gdyby mnie zastrzelono, bo i tak hejt pana S. można zinterpretować.

Wszystko w związku z moją wypowiedzią w PE na debacie komisji LIBE, której jestem członkiem o sytuacji w Polsce z udziałem wiceprzewodniczącego KE - Timmermansa. Spytałem go spokojnie o tok spraw wobec Polski, nie wykrzykiwałem haseł ani inwektyw, jak posłowie z PiS. I powiedziałem, że w Polsce są miliony Polaków, które nie chcą, żeby obecne władze zawłaszczały tradycje Solidarności i nie chcą, by niszczono wolność i demokrację. Protesty lipcowe to właśnie pokazały.

Ja mam prawo do takiej wypowiedzi w demokratycznym parlamencie i świecie.

Pan S. ma prawo do swoich poglądów, których na pewno nie podzielam. Ale pan S.przekracza granice otwartej debaty, a do tego jest urzędnikiem państwowym w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Więc nie wiem, czy mu wszystko wypada ?

Ten hejt jest wyrazem słabości i kompleksów, i chyba takiego plemiennego myślenia (jeśli to jest myślenie…), które każe ludziom atakować kogoś nienawistnie, nawet wzywając do czyjejś śmierci, jeśli nie zgadzają się z tego kogoś poglądami. Słowa, to tylko słowa - ktoś powie. Ale jeśli słowa zaczynają płonąć, to za chwilę ludzie będą płonąć. Tak zaczyna się zawsze faszyzm.

Co do honoru. Sprawy Polski naprawdę są ważniejsze niż poglądy, a nawet nienawiść pana S. I dlatego nie wstydzę się swoich poglądów.

A czy jestem honorowy ?

Tak, wstydziłem się, że pod szantażem i w lęku o dziecko podpisałem w 1985 roku deklarację współpracy. I w którymś momencie powiedziałem to głośno, publicznie, i przeprosiłem. Kwalifikację tajnego współpracownika, tego osławionego TW Znak przywoływanego przez tysiące pisowskich hejterów - otrzymałem w październiku 1988 roku. Ktoś zmienił status kandydata na współpracownika jednym przekreśleniem ołówka (to z dokumentów) na TW - bez mojego udziału i wiedzy. Ja - nagabywany w 1987 roku odmawiałem podjęcia współpracy. Badania IPN pokazują, że w strukturach podziemnych „WOLI” i MKK, gdzie działałem, nie było wpadki. Że bezpieka z MSW i Komendy Stołecznej Milicji nie wiedziały dokładnie, kim ja byłem w podziemiu.

Wiem, za co się wstydzić. Wiem też, za co nie muszę się wstydzić.

I pan S.nie jest arbitrem w sprawie mojego honoru. Są inni - ci, z którymi przez lata w różnych dziedzinach działałem: od kolegów z podziemia do tych, z którymi tworzyliśmy nową Polskę, po 1989 roku, aż do dziś. Nauczyło mnie życie, nauczyła mnie tradycja - że Polsce trzeba służyć zawsze i naprawdę. Dlatego będę się upominał o prawdę o polskiej sytuacji dzisiaj, tak jak robiłem to w czasach Solidarności. Nikt mi tego nie odbierze, ani nie zabroni.

Polska wolność jest ważniejsza, niż pan S.i jego próba zaszczucia mnie, chętnie zresztą wspierana przez portale społecznościowe tzw. publicznego radia i telewizji.

Osobistego żalu nie mam, bo niektórzy czyniąc zło - nie wiedzą, co czynią.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...