WIKTOROWI OSIATYŃSKIEMU...

Jest wieczór po pogrzebie Wiktora Osiatyńskiego. Były piękne przemówienia mądrych i doświadczonych osób. Była piękna muzyka. W popołudniowym spotkaniu wspominkowym w "Gazecie Wyborczej" uczestniczyli przyjaciele, dziennikarze, obrońcy praw człowieka, profesorowie i Anonimowi Alkoholicy, którym Wiktor pomagał - nie tylko w tym, jak rzucić picie, ale głównie w tym: jak żyć z nie-piciem.

I była Ewa Woydyłło-Osiatyńska - żona Wiktora. Jego Najważniejszy Dobry Anioł.

Odpowiedź na pytanie: jak żyć z nie-piciem stała się kluczem dla dojrzałego życia Wiktora.

To najpierw krucha, pielęgnowana każdego dnia, w ciągu każdych 24 godzin - odwaga, by nie pić, czyli nie rozwiązywać swoich problemów alkoholem - która z biegiem czasu dawała nie tylko poczucie heroizmu, ale i radości ze zwykłych, pięknych rzeczy. Trzeźwienie - to otwieranie oczu, uszu, dotyku, węchu, smaku. To otwieranie zmysłów. To poznawanie siebie, wsłuchiwanie się w siebie, i lubienie samego siebie. Dopiero jak polubisz siebie - możesz naprawdę lubić innych. Dopiero, jak usłyszysz siebie - możesz naprawdę zacząć słuchać innych. Dopiero jak zaczynasz rozumieć siebie - możesz naprawdę rozumieć świat i innych. Dopiero jak innych przeprosisz za to, co mogłeś im zrobić - zdobywasz siebie nowego. I przestajesz wymuszać współczucie.

Nie znaczy to, że tylko trzeźwiejący alkoholicy mają taki dar - przemieniania siebie. Ale oni mają ten dar tylko dlatego, że to jedyny ratunek dla ich życia. Ratują swoje życie - i to ich oczyszcza. Nas - oczyszcza, gdy w kręgu znanych i nieznanych osób siadasz i mówisz: mam na imię Michał i jestem alkoholikiem. Ta droga - od szaleństwa emocji do codziennego rachunku wdzięczności: że wytrwałem, że zrobiłem coś dobrego, że się nie uniosłem, choć byłem blisko, że pokonałem pychę i zrobiłem miejsce pokorze - jest drogą żmudną. Ale jak się nią idzie - to widać innych ludzi, to ptaki śpiewają, to niebo naprawdę bywa niebieskie, to serce i rozum się jednoczą.

Dziękuję Ci Wiktorze, że jak wielu, wielu innym - i mnie pomogłeś zrozumieć, że warto iść drogą trzeźwienia.

Świat wirował, a okręt płynął bajecznie - w nieznanym kierunku. Jak "Statek pijany" Rimbauda. To jest właśnie doświadczenie uniesienia alkoholowego, które niesie alkoholika przez bezdroża knajp, rozmów, butelek, w niebiańskiej odysei. Mówi się potocznie - "popłynąłem"...

Kiedy 17 lat temu kończyłem to "płynięcie", nie wiedziałem, jakie światy, oceany, drogi się otworzą. I patrzyłem na Ciebie, Wiktorze - jak na Odyseusza, który przepłynął wszystkie zakręcone alkoholem szlaki, by w końcu stać się Podróżnikiem płynącym po coś, w jakimś celu, budując siebie. I siebie dając innym. W taki sposób, że dzisiaj każdy z nas, z Twoich rozmówców może powiedzieć - otrzymałem coś od Ciebie, Wiktorze: Twoją uważności.

Byłeś, nie! Jesteś - bo nie chcę używać czasu przeszłego - mistrzem wielu dziedzin. I jesteś dlatego, że pozwoliłeś samemu sobie zbudować siebie. I oprzeć to budowanie - na trzeźwym osądzie...

Płyń dalej Odyseuszu.. Jak jeden z niewielu wiesz naprawdę, jak i gdzie płynąć...

Michał Boni
12 maja 2017
Trwa ładowanie komentarzy...