Grupa naTemat

Bronić jasnej strony Internetu

Trzeba bronić jasnej strony Internetu. Co to dzisiaj oznacza?

Roczne straty: nasze i gospodarek związane z cyberprzestępczością, to grubo ponad 500 mld dolarów. Złodzieje internetowi omijają zabezpieczenia bankowe, często zresztą bazując na łatwowierności klientów podających swoje dane w odpowiedzi na sfingowane pytania mailowe. Handlarze pornografią dziecięcą docierają wszędzie łamiąc mechanizmy ochronne i kontrolę rodziców nad dziecięcym dostępem do Internetu. Terroryści organizują się w sieci, przesyłają zakodowane w sekwencjach zdjęciowych ( poprzez zmianę jednego tylko pixela w każdym zdjęciu) rozkazy, a ISIS ma komórkę obsługi cyfrowego działania terrorystów na całym świecie - czynną 24 godziny każdego dnia.
Dlatego potrzebna jest, powstała ostatnio w EUROPOLU, jednostka analizująca treści internetowe pod kątem zagrożeń terrorystycznych. Dlatego wchodzi w życie dyrektywa policyjna związana z Regulacją o ochronie danych osobowych, by pod określonymi warunkami móc śledzić podejrzewanych o przestępstwa w sieci. Ale - pod odpowiednimi warunkami: muszą to być poważne przestępstwa, musi być uprzednia kontrola sądowa, nie wolno stosować automatyzmu podłączeń. W tych sprawach toczą się też rozmowy o dawnym tzw. Safe Harbour - czyli warunkach ( nowe rozwiązanie nazywa się - EU-US privacy shield, czyli tarcza ochrony prywatności) przesyłania naszych danych transkontynentalnie, do USA. To rozwiązanie chroniące nasze dane przed dostępem do nich służb specjalnych, co po rewelacjach Snowdena jest szczególnie ważne. To rozwiązanie, które dobrze buduje warunki do naszego prawa do odwołań, jeśli mamy poczucie, że coś z danymi się dzieje. I rzecznicy praw obywatelskich, i rzecznicy ochrony danych osobowych dostaną nowe uprawnienia - także do działań w kooperacji z USA. A zatem - w celu ochrony naszej wolności i prywatności przed ciemnymi siłami działającymi w Internecie - powstają coraz to nowe rozwiązania wspierane przez orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Ta ciemna strona Internetu, to grzebanie w naszych danych przez władze państwowe i ich służby - bez uzasadnienia. Ale ta ciemna strona, to również żonglowanie naszymi danymi przez firmy - w celach biznesowych i bez naszej zgody. Europejska regulacja o ochronie danych osobowych to zmienia, bo tworzy ramy dla przetwarzania naszych danych, i daje nam podmiotowość w decyzjach. To my decydujemy w kluczowych sprawach o tym, czy dane można przetwarzać. Wdrażanie tego rozwiązania zajmie dwa lata - ale to będzie też czas, by zastosować rozwiązania, żeby tam gdzie to niepotrzebne - nie obciążać, szczególnie małego biznesu nadmiernie krępującymi przepisami. I żeby dane - po anonimizcji i pseudonimizacji mogły być przetwarzane, np.w działaniach i celach naukowych.

Ale obrona jasnej strony Internetu oznaczać musi jeszcze kilka rodzajów aktywności. Nie można w imię ochrony bezpieczeństwa kłaść na ołtarzu całopalnym - naszej prywatności. I nie można też robić odwrotnie. Trzeba znaleźć równowagę między wolnością i bezpieczeństwem. Rządy PiSowskie nie chciały znaleźć tej równowagi w tzw. ustawie policyjnej, czyli dzisiaj - inwigilacyjnej. Dlatego obywatelski protest jest ważny, ten o który upomina się PANOPTYKON.

Niektórzy mnie pytają: a jak to było z ACTA w 2012 roku. Po pierwsze: ACTA były umową handlową, która bez późniejszych rozwiązań prawnych, krajowych niczego sama z siebie nie mogłaby wprowadzić. Była groźna, bo w ściganiu tych, którzy nielegalnie ściągaliby treści w internecie - otwierała furtkę do policyjnej ingerencji skierowanej w życie pojedynczego obywatela. I rozumiem protest, który z taką siłą wtedy w Polsce się pojawił. Dodatkowo - chcę i muszę parę rzeczy wyjaśnić. Byłem przeciwny ACTA, które prowadził Minister Kultury. Pan Premier, jeszcze przed wybuchem protestów nie skorzystał z mojej rekomendacji do odrzucenia ACTA. Ale kiedy wybuchły protesty - byłem lojalny wobec rządu, a zarazem byłem jedyny, który jeździł i rozmawiał z różnymi grupami protestujących. I udało się przez debaty - doprowadzić w ciągu 10 dni do zmiany stanowiska rządu.

A zaraz później zaczęliśmy konsultacje publiczne europejskiej regulacji pochłonie danych, ze wszystkimi partnerami, w przejrzysty sposób, jako,właściwie jedyny kraj członkowski w UE. W Dubaju, w grudniu 2012 na konferencji Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, gdzie Rosjanie i Chińczycy, namawiając kraje arabskie - chcieli, aby Internetem zarządzały rządy, Polska była liderem w sporze i przyczyniła się do niedopuszczenia, by takie rozwiązania weszły w życie. To jest prawda o ACTA, a nie hejterskie teksty, że byłem za cenzurą w internecie. Rząd pod wpływem protestów i debaty zmienił zdanie - to w demokracji dobre. A tymczasem teraz, przy ustawie inwigilacyjnej - rząd szedł i poszedł w zapartę. Więc hejterom mówię - stanowcze nie waszym interpretacjom ACTA. Aż dziw bierze, że pewnie część tych osób, które tak boleśnie pamięta nie wdrożone ACTA - broni dziś nowej ustawy inwigilacyjnej. Coś w głowach....

Warto też, kiedy patrzymy na sprawy związane z ciemną stroną Internetu, zwrócić uwagę na jeszcze jedno zjawisko. Na hejt właśnie. Jego niszczycielska siła rośnie - widać to w ostatnich miesiącach. Kiedy 4 miesiące temu organizowałem w Parlamencie Europejskim wysłuchanie publiczne na temat trollingu organizowanego przez Putina przeciw Ukrainie - nawet nie przypuszczałem, że i w Polsce takie fabryki trolli powstaną. I opłacani ludzie, podobno obecnie w skali 4000 osób, będą hejtowali na zamówienie.

Nie można w sieci akceptować języka nienawiści, nawet jeśli wyraża on czyjeś poglądy, ale przekraczane są normy związane ze sposobem personalnego ataku skierowanego na konkretne osoby. Ale nie wolno też ograniczać swobody wypowiedzi. Dlatego walka z językiem nienawiści jest tak trudna: nie zawsze jest jasne, gdzie i jak zastosować prawo. Zawsze powinno być jednak jasne, że powinien się pojawić opór wobec tego języka. Przeciwwaga - obrona poniżanych i atakowanych i wyjaśnianie świata w inny sposób, niż nienawistna zero-jedynkowość hejterskiego ataku.

Ale zorganizowane ataki trolli, sztucznych osobowości sieci, które są tylko po to, by wykonać zadanie: poniżać, podważać dobre imię, wielokrotnie powtarzać kłamstwa dla utrwalenia, często opakowane infograficznie - są elementem przemysłu nienawiści. Nie wiem, kto to opłaca - w Rosji płaci za to administracja Putina. Dla dobra wartości demokratycznych - trzeba to sprawdzić i wiedzieć, bo nie wolno dopuścić, by przemysł nienawiści stał się elementem działań administracji. Już widzę nienawistne, choć puste oczy robotników tej fabryki nienawiści, jak przystępują do kolejnego ataku... po tym tekście.

Internet ma swoje jasne strony i tworzy wielkie szanse rozwojowe. Ale ma też ciemne oblicze. Jest wiele odcieni tego ciemnego oblicza. Jeżeli chcemy jednak żyć po "jasnej stronie mocy", musimy bronić jasnej strony Internetu. Upominać się o wolność i nasze cyfrowe prawa obywatelskie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj